sobota, 23 lipca 2011

Nowa Arka widziana okiem naszej kamery.

Dwudziestego lipca byliśmy z Oskarem po raz pierwszy od niechlubnego poprzedniego sezonu na stadionie miejskim w Gdyni. Powód - prezentacja drużyny Arki przed pierwszoligowym sezonem 2011/2012. Nadzieje ogromne na powrót do ekstraklasy, masa kibiców (cała trybuna "Górka" zapełniona) i możliwość bezpośredniego kontaktu z piłkarzami i trenerami.


Powyższy filmik to próbka możliwości gdyńskich kibiców, poniżej natomiast filmik z łowcą autografów w roli głównej:


Oby następna prezentacja odbyła się tuż przed rozpoczęciem sezonu ekstraklasy, i z taką nadzieją udajemy się za niedługo na pierwszy ligowy mecz z Wartą Poznań.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Wiele 2011

Dużo by pisać o pobycie naszych dzieciaków z babcią Renią w Wielu wspieranych przez kilka dni przez nas, Marcina, dziadka Cześka i nasze psy. Wiele można by pisać o Wielu :) ale seria fotek czy krótki filmik wraz z opisem myślę, że powiedzą więcej. Przechodzę więc do rzeczy. Zaczęło się oczywiście od naszego przyjazdu do Wiela. 

Jak Widać Wiele przywitało nas słońcem i wysoką temperaturą, niestety były to miłe złego początki...
Nie powiem, że była tragedia ale na przemian słońce mieszało się z krótkimi opadami deszczu i tak bez przerwy, słońce, deszcz, słońce, deszcz itd...
Dzieciaki z babcią i dziadkiem zamieszkali w domku tuż przed stołówką, warunki iście socjalistyczne ale przecież nie o to chodziło żeby domek był trzygwiazdkowy. Nikt nie narzekał, ważne, że było gdzie się przespać i załatwić (to akurat było dla mnie BARDZO ważne - żołądek dał znać o sobie).
Obok domku mieliśmy sąsiadów, grając w badmintona zauważyliśmy, że na słupie energetycznym mały ptaszek uwił gniazdko w którym siedziały pisklęta. Od tego momentu zaczęliśmy się przyglądać tej ptasiej rodzince. Po przyjeździe po dzieci w niedzielę (03.07) okazało się, że ptaki wyfrunęły już z gniazda.










Jak się można było spodziewać, tematem przewodnim pobytu w Wielu były ryby. Oskar z Marcinem z chęcią chodzili na pomost a i wyniki były niczego sobie. Najpierw błysnął Marcin łowiąc po raz pierwszy w życiu na blachę ładnego szczupaka i okonie.





 

 Oskar nie chcąc być gorszym również uzbroił swoją trochę przydługą jak na spining wędkę i zaliczył przy zarzucaniu ścięcie wędki sąsiadującego z nim wędkarza. Na szczęście wędki (ponoć za 800 zł) nie połamał i pan wędkarz mrucząc niemiło co chwila pod nosem łowił dalej. Ryby świetnie smakowały a w szczególności szczupak. Niepowodzenia w połowie na blachę Oskar powetował sobie przy pomocy spławika łowiąc piękne wzdręgi i również okonia.

Poza rybami, dzieciaki miały jeszcze inne rozrywki. Małgosia ganiała z poznaną na miejscu koleżanką Wiktorią, jak również spróbowała swoich sił w grze w badmintona. Pierwsze podejście do tego trudnego sportu wyglądało następująco:


Poza tym dziadek Czesiek, w swoim stylu, zabierał całą ekipę do lasu na poszukiwania pierwszych kurek, malin i jagód.



 Malin i jagód było w bród, gorzej z kurkami, które po suchym okresie dopiero zaczynały się pokazywać. Nie mniej jednak Małgosia namierzyła pokaźną rodzinkę grzybków i tym samym zafundowała rodzicom na śniadanie jajecznicę z kurkami.
Ostatniego dnia szczęście dopisało Magdzie i tym razem, już w Gdyni, mieliśmy jajecznicę z kurkami na kolację.  

Na koniec wspomnę tylko o naszych wspaniałych psach. Lola musiała ze względu na cieczkę spędzać większość czasu na smyczy obszczekując wszystkich przechodniów. Inka natomiast poczuła misję pilnowania Volvo i nie dopuszczania do niego nikogo, NIKOGO tzn. właścicieli również :). Mieliśmy niezły ubaw patrząc jak Inka szczerzy kły na KAŻDEGO kto pojawił się w pobliżu samochodu.
 To chyba na tyle, tak w telegraficznym skrócie. Dziękujemy dziadkom za opiekę nad dzieciakami i co było dla nas chyba ważniejsze możliwość kilkudniowego odetchnięcia od dzieci i związanego z nimi kieratu. Jeszcze raz dziękujemy!