Wtorkowe przedpołudnie dłużyło się Małgosi niemiłosiernie. Bal dopiero o 13 a tu godziny mijały w żółwim tempie, żadna bajka nie wydawała się na tyle ciekawa by usiedzieć na niej dłużej niż 5 minut. Wreszcie wybiła 12.30 ubrałyśmy się i poleciałyśmy do szkoły, gdzie w strój przebrać się jeszcze trzeba było. W szatni Ciapek, już w pszczółkowym, wdzięcznym wdzianku mocno się zawstydził chyba bo cała chęć zabawy gdzieś wyparowała i gotowa była do domu wracać.
Dała się jednak przekonać i poszłyśmy do sali gdzie mnogość księżniczek i królewien nas oszołomiła … pszczółka była tylko jedna.
Zabawa była przednia. Małgosia wraz z koleżankami szalały po parkiecie sali gimnastycznej. Tańce, konkursy, zabawy, walki na piłki – wszystko pomysłowo i z humorem zorganizowane, na nudę nie było czasu.
Jak to jednak w życiu bywa okrutna rzeczywistość dopadła naszą Małgi i jej towarzyszki zabawy kiedy ogłoszono werdykt jednego z konkursu i żadna z nich miana Królowej Balu nie otrzymała. Miny dziewczyny miały nie tęgie.
Zabawa dobiegła końca a ostatnie chwile po szaleństwach w swojej sali dzieciaki spędziły popijając soczki, zajadając ciastka i owocki.












