Jak co roku po wieczerzy Wigilijnej wyruszyliśmy prześwietlać najbliższy teren wokół domu pod kątem obecności Św. Mikołaja i jak co roku widać było tylko ślady jego obecności (ślady sań na błocie, co skrupulatnie zauważył Luca :D). Po powrocie do domu już nie było tak jak co roku. Święty Mikołaj został w końcu nakryty na podkładaniu prezentów. Nie będziemy opisywać co się dalej działo trzeba to po prostu obejrzeć:
czwartek, 29 grudnia 2011
wtorek, 20 grudnia 2011
Ubieranie choinki 2011
Staje się już standardem, że na naszym blogu umieszczamy relację z ubierania choinki. Nie inaczej jest i w tym roku. Tym razem ubieranie choinki odbyło się w dwóch etapach: etap pierwszy po południu, samodzielnie przeze mnie - zawiesiłem lampki i łańcuch, etap drugi po powrocie Małgosi ze szkoły i moim od dentysty - bombki i inne ozdoby. Oskar nie chciał się udzielać bo w tym czasie siedząc obok układał domek z kart a Magda wpadła tylko na chwilę odrywając się od swoich rzeczy.
Przebieg prawie całego procesu odziewania choinki zamieszczamy poniżej, prawie całego bo w trakcie kręcenia filmu zabrakło pamięci w kamerze :). W tenże sposób nie został uwieczniony Oskar, który po długich namowach pod sam koniec zawiesił jedną bombkę.
sobota, 17 grudnia 2011
Gwiazda Teleexpressu
W piątek (16.12) nieoczekiwanie Małgi stała się gwiazdą Teleexpressu. Dzieciaki całą klasą na terenie portu wojennego witały Św. Mikołaja wychodzącego z ... okrętu podwodnego. Cała akcja została odpowiednio nagłośniona, w związku z czym nie zabrakło kamer czołowych stacji telewizyjnych (TVN24, Polsat News, TVP1 itd.). Spodziewając się, że materiał wyemituje Telexpress, czatowaliśmy z aparatem i zarejestrowaliśmy moment, kiedy nasza Gwiazda pojawiła się na pierwszym planie:
czwartek, 17 listopada 2011
Mali patrioci
Z okazji Święta Niepodległości dzieci z dwóch III klas przygotowały występ, którego główną atrakcją były pieśni patriotyczne. Szczerze mówiąc mieliśmy lekki ubaw słuchając z ust m.in. Małgosi tekstów w stylu "... do krwi, ostatniej kropli z żył bronić będziemy ducha aż się rozpadnie w proch i w pył krzyżacka zawierucha... " :). Trochę poważnie jak na gluty z III klasy :).
A poniżej skrót z uroczystości:
czwartek, 20 października 2011
Jesienna stolica
Będąc ponownie, po miesięcznej przerwie, służbowo w Warszawie (18 - 19.10), dla wytopienia czasu szwendałem się nieco po mokrej, wilgotnej i mglistej stolicy. Wyglądała mniej więcej tak:
![]() |
| ul. Marszałkowska |
Na obiad wybrałem zestaw w Burger Kingu, a sama żarłodajnia znajdowała się w Złotych Tarasach tuż przy dworcu centralnym. Ten futurystyczny obiekt ze szklanymi kopułami robi naprawdę duże wrażenie, czego nieomieszkałem uwiecznić w formacie foto i video:
niedziela, 2 października 2011
Jesienny weekend w Straszynie
Było to Małgosiowe, pourodzinowe ciasto i kawa. Pogoda sprzyjała zabawie i przejażdżkom rowerowym, co utrwaliła kamerka z telefonu:
czwartek, 29 września 2011
Meldunek z Warszawy
Od dłuższego już czasu tzn. od rodzinnego wyjazdu w 2007 r. nie bywałem w "stolycy" więc teraz kończąc już mój dwutygodniowy pobyt służbowy przy okazji ćwiczenia wojskowego POCZTA-11 kilka refleksji: stolica się buduje, szczególnie w centrum - zamknięta Świętokrzyska i budowana druga nitka metra, po drugie, w krajobraz Warszawy wpisał się biało-czerwony kolos - Stadion Narodowy, po trzecie, metro to cudowny wynalazek!
Fotki niestety nie oddają potęgi tego stadionu i wrażenia jakie robi na oglądających go z Placu Zamkowego tuż spod Kolumny Zygmunta.
sobota, 17 września 2011
Sosnowicki armagedon
Poniżej link do reportażu o gospodarstwie rybackim wuja Andrzeja, które zostało przetrzebione przez wirusa nie bez winy powiatowego weterynarza. Całość sprawia bardzo przygnębiające wrażenie...
UWAGA! Dodaję poniżej link do "Sprawy dla reportera" - programu poświęconemu m.in. powyższej sprawie:
poniedziałek, 12 września 2011
Dać nóż do ręki...
Ku pamięci i przestrodze wstawiam to zdjęcie. Ostry nóż Leathermana + nieostrożne się z nim obchodzenie daje to co powyżej tzn. głęboką ranę ciętą kciuka lewej dłoni, wizytę w szpitalu, cztery szwy i trochę bólu gratis. A jak to się stało? Naprawiałem tylne światło w rowerze Magdy i napierając nożem dociskałem zacisk kabelka, nóż się ześlizgnął i zatrzymał dopiero na moim palcu. Dobra nauczka na przyszłość...
niedziela, 11 września 2011
Osiem lat minęło.
To już ósma impreza urodzinowa Małgosi. Impreza dedykowana głównie dla koleżanek z klasy. Zaproszenia przygotowało A Kuku Studio, więc o frekwencję nie musieliśmy się martwić, tym bardziej, że imprezy u Małgi maja już swoją renomę i ugruntowaną pozycję w rankingach klasowych.
Imprezka oczywiście się udała, było dużo śpiewania, tańczenia i zabawy, zresztą co tu dużo opisywać, lepiej popatrzeć:
środa, 7 września 2011
Zlot żaglowców
W dniu 05.09 czyli w niedzielę pojechaliśmy obejrzeć sobie żaglowce, które spłynęły do Gdyni na 4 dni. Jak na posezonową imprezę ludzi było mnóstwo a i pogoda o dziwo dopisała. Wrażenie robiły szczególnie rosyjskie czteromasztowce. Skrót naszego wypadu poniżej:
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Ponownie Wiele na zakończenie wakacji.
Krąg się zamknął, inauguracja wakacji odbyła się w Wielu i zakończenie również. Pomału możemy mówić o tegorocznym wypoczynku w czasie przeszłym. Korzystając z pięknej pogody postanowiliśmy z kuzynką Złotą wyjechać na ostatni weekend wakacji do Wiela. Motywem przewodnim tego pobytu były ryby i kąpiele chociaż niespodziewanie również wesele :). Możemy nazywać się szczęściarzami, bo trafiliśmy na najcieplejszy weekend tego lata. Temperatura 30 st., strzeżone kąpielisko to dla Małgosi i nie tylko dla niej było rajem na ziemi.
Oskar jakoś nie dał się namówić na pływanie i siedział tylko na pomoście (myśląc zapewne co tam Dominika w Anglii porabia :D).

Przez większą część dnia również pomost wędkarski był wyłącznie do naszej dyspozycji. Ludzie przegonieni przez upał w cień i do chłodnej wody nie kwapili się do wędkowania - oprócz nas. Co by nie gadać każdy z nas odniósł jakieś sukcesy czego dowodem jest poniższy filmik, to tylko niektóre ryby jakie udało nam się złowić:
Jak ktoś się dobrze wsłucha w początek filmu to usłyszy klaksony weselne. Okazało się, że będzie się tu bawić Młoda Para. Najbardziej rozgarnięta okazała się Małgosia, która wzięła smycz Loli, zawiesiła na środku czapkę i razem z Marco zrobili bramę.
Dowiedziawszy się wcześniej o weselu Małgi przygotowała prezent w postaci narysowanych serc.
Brama się opłaciła bo dzieciaki zarobiły po duzej czekoladzie, buziaku od panny młodej i parę minut sławy na filmie z wesela.
I na koniec ewenement, Magdzie udało się ustrzelić Oskara w całej okazałości, bez głupich min i uników. Wypada tylko spojrzeć w te oczy i zastanowić się, która by im nie uległa. Łamacz niewieścich serc nam wyrasta :).
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Pierwsza przejażdżka nowym rowerem
Co by nie być gołosłownym mówiąc, że Siaśka świetnie radzi sobie na rowerze z dużymi kołami przedstawiamy krótki filmik jako dowód :)
czwartek, 4 sierpnia 2011
Nowy rower
Czas leci nieubłaganie a jego upływ można dostrzec obserwując jak zmieniają się rowery Małgosi. Dla przypomnienia przedstawiamy więc chronologiczny zapis rowerowych wydarzeń w życiu naszego córsiana:
Wrzesień 2005
Małgosia dostaje swój pierwszy rower i po raz pierwszy próbuje swoich sił na trzech plastikowych kółkach
Kwiecień 2007
Małgi zmienia brykę na super czwórkołowca z koszyczkiem i frędzelkami i zaczyna oswajać się z jazdą na prawdziwym rowerze, chociaż nabycie umiejętność jazdy na dwóch kołach wydawało nam się przez długi czas niemożliwe do osiągnięcia :).
Sierpień 2009
Z opresji ratuje nas dziadek Stasio, który wziął na siebie ciężar nauczenia wnuczki jazdy na dwóch kołach. Zajęło mu to... 1 dzień :).
Czerwiec 2010
Małgi przesiada się na stary rower Oskara i na prawdę wygląda na nim juz bardzo poważnie :).
Sierpień 2011
Dobrnęliśmy wreszcie do czasów współczesnych. Dzisiaj Małgosia zrobiła kolejny krok w swojej rowerowej przygodzie i stała się posiadaczką pięknego roweru Merida Dakar. Koła duże ale nisko osadzone siodełko powoduje, że ten rower powinien Małgosi posłużyć ładnych parę lat. Oby służył jak najlepiej!
Wrzesień 2005
Małgosia dostaje swój pierwszy rower i po raz pierwszy próbuje swoich sił na trzech plastikowych kółkach
Małgi zmienia brykę na super czwórkołowca z koszyczkiem i frędzelkami i zaczyna oswajać się z jazdą na prawdziwym rowerze, chociaż nabycie umiejętność jazdy na dwóch kołach wydawało nam się przez długi czas niemożliwe do osiągnięcia :).
Sierpień 2009
Z opresji ratuje nas dziadek Stasio, który wziął na siebie ciężar nauczenia wnuczki jazdy na dwóch kołach. Zajęło mu to... 1 dzień :).
Czerwiec 2010
Małgi przesiada się na stary rower Oskara i na prawdę wygląda na nim juz bardzo poważnie :).
Sierpień 2011
Dobrnęliśmy wreszcie do czasów współczesnych. Dzisiaj Małgosia zrobiła kolejny krok w swojej rowerowej przygodzie i stała się posiadaczką pięknego roweru Merida Dakar. Koła duże ale nisko osadzone siodełko powoduje, że ten rower powinien Małgosi posłużyć ładnych parę lat. Oby służył jak najlepiej!
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Powrót z Mierzwic, deszczowy lipiec.
Tak jak na filmie poniżej było prawie 4 tygodnie temu, Małgi wyjechała na wakacje na działkę do Mierzwic a my wraz z nią korzystaliśmy z uroków nadburzańskiego klimatu i gościnności rodziców.
Codzienna nauka tabliczki mnożenia na pewno zaprocentuje w roku szkolnym, to co nam się nie udawało przez kilka miesięcy Małgosia opanowała w 3 tygodnie, oby tego nie zmarnować...
Ostatnim aspektem do opisania jest nasza lipcowa aura. Chłodno i deszczowo, tak dwoma słowami można opisać tegoroczny lipiec. Żeby nie być gołosłownym - jeden z typowych lipcowych dni:
Może sierpień stanie na wysokości zadania bo juz za parę dni obóz. Pożyjemy, zobaczymy.
sobota, 23 lipca 2011
Nowa Arka widziana okiem naszej kamery.
Dwudziestego lipca byliśmy z Oskarem po raz pierwszy od niechlubnego poprzedniego sezonu na stadionie miejskim w Gdyni. Powód - prezentacja drużyny Arki przed pierwszoligowym sezonem 2011/2012. Nadzieje ogromne na powrót do ekstraklasy, masa kibiców (cała trybuna "Górka" zapełniona) i możliwość bezpośredniego kontaktu z piłkarzami i trenerami.
Powyższy filmik to próbka możliwości gdyńskich kibiców, poniżej natomiast filmik z łowcą autografów w roli głównej:
Oby następna prezentacja odbyła się tuż przed rozpoczęciem sezonu ekstraklasy, i z taką nadzieją udajemy się za niedługo na pierwszy ligowy mecz z Wartą Poznań.
Powyższy filmik to próbka możliwości gdyńskich kibiców, poniżej natomiast filmik z łowcą autografów w roli głównej:
Oby następna prezentacja odbyła się tuż przed rozpoczęciem sezonu ekstraklasy, i z taką nadzieją udajemy się za niedługo na pierwszy ligowy mecz z Wartą Poznań.
poniedziałek, 4 lipca 2011
Wiele 2011
Dużo by pisać o pobycie naszych dzieciaków z babcią Renią w Wielu wspieranych przez kilka dni przez nas, Marcina, dziadka Cześka i nasze psy. Wiele można by pisać o Wielu :) ale seria fotek czy krótki filmik wraz z opisem myślę, że powiedzą więcej. Przechodzę więc do rzeczy. Zaczęło się oczywiście od naszego przyjazdu do Wiela.
Jak Widać Wiele przywitało nas słońcem i wysoką temperaturą, niestety były to miłe złego początki...
Nie powiem, że była tragedia ale na przemian słońce mieszało się z krótkimi opadami deszczu i tak bez przerwy, słońce, deszcz, słońce, deszcz itd...
Dzieciaki z babcią i dziadkiem zamieszkali w domku tuż przed stołówką, warunki iście socjalistyczne ale przecież nie o to chodziło żeby domek był trzygwiazdkowy. Nikt nie narzekał, ważne, że było gdzie się przespać i załatwić (to akurat było dla mnie BARDZO ważne - żołądek dał znać o sobie).
Jak się można było spodziewać, tematem przewodnim pobytu w Wielu były ryby. Oskar z Marcinem z chęcią chodzili na pomost a i wyniki były niczego sobie. Najpierw błysnął Marcin łowiąc po raz pierwszy w życiu na blachę ładnego szczupaka i okonie.
Oskar nie chcąc być gorszym również uzbroił swoją trochę przydługą jak na spining wędkę i zaliczył przy zarzucaniu ścięcie wędki sąsiadującego z nim wędkarza. Na szczęście wędki (ponoć za 800 zł) nie połamał i pan wędkarz mrucząc niemiło co chwila pod nosem łowił dalej. Ryby świetnie smakowały a w szczególności szczupak. Niepowodzenia w połowie na blachę Oskar powetował sobie przy pomocy spławika łowiąc piękne wzdręgi i również okonia.
Poza rybami, dzieciaki miały jeszcze inne rozrywki. Małgosia ganiała z poznaną na miejscu koleżanką Wiktorią, jak również spróbowała swoich sił w grze w badmintona. Pierwsze podejście do tego trudnego sportu wyglądało następująco:
Ostatniego dnia szczęście dopisało Magdzie i tym razem, już w Gdyni, mieliśmy jajecznicę z kurkami na kolację.
Na koniec wspomnę tylko o naszych wspaniałych psach. Lola musiała ze względu na cieczkę spędzać większość czasu na smyczy obszczekując wszystkich przechodniów. Inka natomiast poczuła misję pilnowania Volvo i nie dopuszczania do niego nikogo, NIKOGO tzn. właścicieli również :). Mieliśmy niezły ubaw patrząc jak Inka szczerzy kły na KAŻDEGO kto pojawił się w pobliżu samochodu.
To chyba na tyle, tak w telegraficznym skrócie. Dziękujemy dziadkom za opiekę nad dzieciakami i co było dla nas chyba ważniejsze możliwość kilkudniowego odetchnięcia od dzieci i związanego z nimi kieratu. Jeszcze raz dziękujemy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















